Wydymany ...
19 października 2007 o godzinie 00:26:31 w kategoriach: Refleksje, Studia, lvl0.
Dziś po raz pierwszy od rozpoczęcia mojej edukacji na Politechnice Częstochowskiej mogę śmiało i z całą stanowczością stwierdzić: "czuje się wydymany !"
Dzień rozpoczął się o 9.00 rano, gdy z radością na ustach udałem się na Podstawy Fizyki Współczesnej, gdzie uśmiech szybko zniknął za sprawą pani doktor i jej szybkiej ustnej wejściówki. Pytania nt. momentu bezwładności bryły sześciennej i bryły wzorcowej oraz (elementarnych jej zdaniem) wzorów (które dla mnie są magiczne) pokonały mnie ...
Po radosnej fizyce udałem się do kolejnej sali tortur, gdzie czekało na mnie coś gorszego: Graficzne modelowanie obiektów technicznych, gdzie doktorek tradycyjnie zrównał mnie z ziemią serią pytań typu "Co Pan robisz na Politechnice ?" oraz propozycjami "Idź Pan do fabryki makaronu na projektanta" ... Gdy męczarnie dobiegły końca, a przyrządy zostały odłożone w pozycji możliwie idealnej, aby czasem czegoś nie zapomnieć dopchnąć do krawędzi półeczki, udałem się na Elektronikę II ...
... po czym nie przetrwawszy próby 120 sekund (cytując Żelka) czyli nie zaliczywszy wejściówki w postaci przedstawienia jakże banalnej charakterystyki wzmacniacza operacyjnego, razem z 3/4 grupy udałem się za drzwi, celem uzupełnia braków w wiedzy oraz przeczekania 2 godzin, aby dołączyć do kolejnej grupy.
Korzystając oczywiście z chwili wolnego czasu postanowiłem udać się do dziekanatu celem załatwienia zaświadczenia o uczęszczaniu na tę uczelnię, jednakże dziekanat okazał się tak miły, że postanowił zamknąć swe wrota przed nosami 3 ostatnich w kolejce studentów... jak się nie trudno domyśleć, znajdowałem się wśród nich ... na szczęście po długich błaganiach dostąpiliśmy łaski i zostaliśmy wpuszczeni do środka uczelnianego sanktuarium jako ostatni...
Po cudownym (dosłownie) zaliczeniu wejściówki z Elektroniki II przystąpilimy do wykonywania doświadczeń polegających na kręceniu potencjometrem i wyjątkowo "wciągającym" spisywaniu wyników do sprawozdań ...
Zajęcia zakończyłem o godzinie 17.00, co jak się okazało, nie było końcem radosnego dnia ... udałem się do banku z uwagi na to, że jutro piątek - dzień święty - zwiastujący pierwszy od ostatniej wizyty w domu ciepły posiłek, aby wypłacić pieniądze na bilet do domu ... wyobraźcie sobie ile radosci i uśmiechu dostarczyłem ludziom stojącym za mną w kolejce po dialogu z panią z okienka:
ja: Dobry ...
pani: Dzien Dobry
ja: pieniądze chciałem wypłacić z tego konta ...
pani: ale tu nic nie ma !
ja: jest ...
pani: no tak... 4 zł...
ja: no właśnie !
Z rozbawionego banku wyszedłem z 4 złotymi jakoś koło 17.40 po czym znalazłem się w mieszkaniu, gdzie spotkały mnie jeszcze 2 miłe niespodzianki: nie moje szkice w teczce z projektami oraz radosna nicość w lodówce ...
NIE ZNOSZĘ CZWARTKÓW !!
PS. BTW itd Dodatkowo w środę zawiesiłem Debiana przy pomocy g++, a dziś Windowsa 98 wywołując "niebieski wodotrysk" z użyciem matcada ... Ręce które leczą :D
Komentarze »
Dodaj komentarz
Musisz być zalogowany, żeby napisać komentarz.















19 października 2007
09:48:49
Jojku… powiem ci szczerze…. cały dzień mnie nie zaskoczył, ale rozmowa w banku mnie zrzuciła ze śmiechu na podłogę :D
19 października 2007
16:46:21
Ja na fizyce badałem pojemnosc kondensatorów, do czego uzywalismy takie archaicznej słuchawki od telefonu (miała jakies 30 lat), zadanie polegalo na zrownowazeniu mostka co robiło sie przez odpowiednie wyregulowanie pokreteł a co za tym idzie wyciszenie „piiiiiii” w słuchawce… Po 2 godzinach głosnego ‘piiiiiiiii’ w uszach i wykonaniu zadania, owe ‘
iiiiiii’ słyszałem jeszcze do konca dnia…a co do rysunków to jak opowiedziałem mamie jak P. nabazgrał ci na rysunku technicznym długopisem skierowanie na projektanta makaronu, to juz nie wyrobiła i sie zaczeła z nas smiac ;D (mnie wyzwal ze to nie sa studia filozoficzne i ze mam mu nie odpowiadac „rozumiem” jak on mi tłumaczy)